29 lipca 2026
Porady Kupującego

Chińskie marki płacą YouTuberom za pochlebne testy aut?

YouTuberzy Joe Achilles i Peter Greaves ujawniają, że chińskie marki jak BYD i Jaecoo mogą płacić twórcom nawet 35 tys. euro za sponsorowane testy.

Autor: Marta Drzewiecka, 22 czerwca 2026
Woman sitting on floor filming vlog, discussing engaging topic. Home setting with cozy atmosphere.
Fot. Vitaly Gariev / Pexels · Pexels License

Chińskie marki samochodowe mogą płacić YouTuberom nawet 35 tys. euro za sponsorowane testy, przy czym widz często nie wie, że ogląda zakamuflowaną kampanię marketingową zamiast niezależnej recenzji. Brytyjscy youtuberzy Joe Achilles i Peter Greaves ujawnili praktyki, które podważają przejrzystość internetowych testów aut i pokazują, jak daleko może sięgać reklama w erze influencerów.

Ile zarabiają twórcy na testach chińskich aut?

Wynagrodzenia oferowane YouTuberom za materiały testowe sięgają imponujących kwot. Według relacji Achillesa i Greaves’a pojedyncze działania mogą być opłacane na poziomie kilku tysięcy euro, a w przypadku niektórych twórców mowa nawet o sumach przekraczających 35 000 euro (ok. 148 617 zł) za jeden materiał.

Te kwoty sugerują, że dla producentów inwestycja w influencerów to priorytet. Chińskie marki takie jak BYD i Jaecoo, które dopiero budują swoją pozycję na europejskim rynku, widzą w twórcach internetowych narzędzie bardziej efektywne niż tradycyjna reklama czy klasyczne media. Twórcy mają bowiem bezpośredni, zaufany kontakt z odbiorcami — coś, czego katalogi producenta nie mogą osiągnąć.

Jak producenci wpływają na treść testów?

Problematyczne jest nie tylko samo wynagrodzenie, ale sposób, w jaki może być ono warunkowane. Achilles twierdzi, że twórcy mogą dostawać wskazówki dotyczące tematów, które powinni poruszyć w filmach. To szczegół, który zmienia charakter całej transakcji.

Kiedy producent sugeruje, co twórca powinien omówić, już nie chodzi tylko o to, że film jest sponsorowany. Chodzi o to, że jego wydźwięk może być ukierunkowany. Twórca może unikać niewygodnych pytań, akcentować zalety, a milczeć o wadach — wszystko pod pozorem niezależnej opinii.

Taka praktyka zaciera granicę między recenzją a komunikacją marketingową. W motoryzacji ma to szczególne znaczenie, bo decyzja o zakupie samochodu to inwestycja na lata, a zaufanie do testerów bywa dla widza ważniejsze niż sam katalog producenta.

Które marki są zamieszane w skandal?

Wśród przywołanych marek pojawiają się BYD i Jaecoo. To szczególnie nośne nazwy, bo obie doskonale wpisują się w szerszy obraz chińskiej ofensywy na europejskim rynku: szybkie tempo ekspansji, agresywna komunikacja i walka o zaufanie klientów, którzy jeszcze niedawno patrzyli na takie auta z dużym dystansem.

BYD, jako największy producent samochodów hybrydowych i elektrycznych na świecie, ma zasoby finansowe, aby inwestować w influencerów. Jaecoo, młodsza marka, również agresywnie wchodzi na rynki europejskie. Dla obu firm zakamuflowana reklama w formie testów YouTube’owych to sposób na szybkie budowanie wizerunku.

Dlaczego widz nie zawsze wie, że ogląda reklamę?

Problemy pojawiają się tam, gdzie test przestaje wyglądać jak niezależna opinia, a zaczyna przypominać komunikat reklamowy ubrany w luźny format z YouTube’a. Materiał może być opatrzony ujawnieniem sponsoringu, ale umieszczonym w opisie wideo, który większość widzów nie czyta. Albo ujawnienie może być sformułowane niejasno.

Odbiorcy, szczególnie mniej doświadczeni w czytaniu sygnałów reklamy online, mogą traktować taki test jak zwykłą opinię twórcy. Efekt jest taki, że wyjątkowo entuzjastyczny test może być wynikiem nie rzeczywistych zalet samochodu, a umowy z producentem.

To jest szczególnie niebezpieczne w branży motoryzacyjnej. Zakup auta to decyzja kosztowna, a czasami jedna z największych inwestycji w życiu. Jeśli widz kieruje się opinią influencera, którego nie wie, że jest opłacany, może podjąć decyzję na podstawie zniekształconych informacji.

Co to oznacza dla kupujących auta?

Spór wokół chińskich marek pokazuje, że rynek recenzji samochodowych w sieci dojrzewa szybciej niż zasady jego przejrzystości. Dziś twórca może być jednocześnie testerem, ambasadorem, uczestnikiem eventu i elementem kampanii, a widz musi sam zgadywać, którą rolę akurat pełni.

Dla konsumentów to sygnał, że przy każdym wyjątkowo entuzjastycznym teście warto sprawdzić, czy za zachwytem nie stoi faktura. Warto szukać informacji o sponsoringu, czytać komentarze bardziej krytycznych twórców i porównywać opinie z różnych źródeł.

Sama współpraca reklamowa nie jest niczym nagannym — twórcy muszą zarabiać. Problem pojawia się wtedy, gdy materiał wygląda jak zwykły test, a jego sponsorowany charakter nie zostaje wyraźnie pokazany od początku. Przejrzystość powinna być standardem, a nie wyjątkiem. Dopóki tak się nie stanie, widz musi być bardziej czujny i krytyczny wobec tego, co ogląda.

Najczęstsze pytania

Ile YouTuberzy mogą zarabiać na testach samochodów chińskich marek?

Według youtuberów Joe Achillesa i Petera Greaves'a wynagrodzenia za pojedyncze działania mogą sięgać kilku tysięcy euro, a w przypadku niektórych twórców nawet przekraczać 35 000 euro (ok. 148 617 zł) za materiał.

Jakie marki chińskie są podejrzewane o płacenie za pochlebne testy?

Brytyjscy youtuberzy przywołali szczególnie BYD i Jaecoo jako marki, które mogą zaangażować agencje do oferowania wynagrodzeń twórcom za korzystne materiały testowe.

Jak rozpoznać sponsorowany test samochodu na YouTube?

Sprawdź, czy twórca wyraźnie ujawnia charakter sponsorowany materiału w opisie lub na początku wideo. Zwróć uwagę na nienaturalnie entuzjastyczne opinie, brak krytyki i wskazówki od producenta dotyczące tematów do poruszenia.

Czy współpraca reklamowa w testach aut jest nielegalna?

Sama współpraca nie jest nielegalna, ale musi być wyraźnie ujawniona widzu. Problem pojawia się, gdy materiał wygląda jak niezależny test, a jego sponsorowany charakter nie zostaje jasno pokazany.

Dlaczego testy samochodów chińskich marek są szczególnie podejrzane?

Chińskie marki agresywnie wchodzą na europejski rynek i walczą o zaufanie klientów, którzy jeszcze niedawno patrzyli na takie auta z dystansem. Inwestycja w influencerów to dla nich sposób na szybkie budowanie wiarygodności.

Na podstawie: MotoGuru.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.