Porady Kupującego

Przegląd techniczny w Polsce: dlaczego płacisz częściej niż inni?

Ministerstwo Infrastruktury nie zamierza zmieniać zasad przeglądów technicznych. Sprawdź, jak Polska wypada na tle innych krajów UE i czy to ma sens.

Redakcja · 8 czerwca 2026
Mechanic in a garage performing engine maintenance on a vehicle.
Fot. Artem Podrez / Pexels · Pexels License

Polscy kierowcy od lat muszą stawiać się na stacjach diagnostycznych znacznie częściej niż ich odpowiednicy w większości krajów Unii Europejskiej. Ministerstwo Infrastruktury potwierdziło oficjalnie: nic się w tej kwestii nie zmieni. Tymczasem Parlament Europejski odrzucił propozycję zaostrzenia unijnych przepisów, pozostawiając dotychczasowe, łagodniejsze minimum.

Jak często musisz badać auto w Polsce?

Polskie prawo nakłada na kierowców jeden z najbardziej rygorystycznych harmonogramów obowiązkowych kontroli technicznych w całej Unii. Schemat wygląda następująco: pierwsze badanie techniczne jest wymagane już po trzech latach od zakupu pojazdu, kolejne po upływie dwóch lat, a następnie — gdy samochód przekroczy pięć lat — kontrola staje się obowiązkiem corocznie.

Dla porównania, unijna dyrektywa 2009/40/WE przewiduje znacznie łagodniejsze minimum: pierwsze badanie po czterech latach od pierwszej rejestracji, a kolejne co dwa lata. Polska nie tylko wdrożyła tę dyrektywę, ale poszła wyraźnie dalej.

Ministerstwo: nie zmieniamy zasad

Zapytany o powody takiego podejścia resort infrastruktury odpowiedział wprost. Rzecznik prasowy ministerstwa Anna Szumańska wyjaśniła, że instytucja nie planuje zmiany krajowych interwałów czasowych, powołując się na średni wiek pojazdu w Polsce, który przekracza 16 lat, oraz na wpływ tego rozwiązania na poziom bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Argumentacja jest zrozumiała w odniesieniu do starszych aut. W kraju, gdzie portfele kierowców są przeciętnie szczuplejsze niż w Europie Zachodniej, wiekowe samochody mogą być eksploatowane kosztem zaniedbywania wymiany kluczowych części — hamulców, amortyzatorów czy opon. Coroczna kontrola może w takich przypadkach realnie wpływać na bezpieczeństwo.

Ale po co badać prawie nowe auto?

Trudniej wytłumaczyć, dlaczego trzyletni samochód — często wciąż objęty gwarancją producenta, serwisowany w autoryzowanej sieci i jeżdżący po drogach w niezłym stanie — musi już trafiać na przegląd. Polskie drogi są dziś w lepszej kondycji niż w wielu innych krajach UE, jakość paliwa nie odbiega od zachodnioeuropejskich standardów, a serwisy ASO działają według tych samych procedur co w całej Europie.

W latach 90. argumenty za wczesnym badaniem technicznym miały więcej sensu — fatalna infrastruktura drogowa i trudny dostęp do części zamiennych przyspieszały zużycie nawet stosunkowo nowych aut. Dziś realia są zupełnie inne.

Jak wyglądają przepisy w innych krajach UE?

Porównanie z sąsiadami i innymi państwami unijnymi wypada dla Polski niezbyt korzystnie:

  • Niemcy i Hiszpania: pierwsze badanie po trzech latach, następne co dwa lata.
  • Francja i Włochy: pierwsze badanie po czterech latach, kolejne co dwa lata.
  • Czechy (średni wiek auta: 16,5 roku): pierwsze badanie po czterech latach, następne co dwa lata — przy zbliżonym do Polski profilu parku samochodowego.
  • Finlandia i Estonia: pierwsze badanie po czterech latach, co dwa lata do 10. roku, potem corocznie.
  • Słowacja (średni wiek auta: 14,6 roku): pierwsze badanie po czterech latach, kolejne co dwa lata.

Warto zwrócić uwagę na dane dotyczące wypadków drogowych. Czechy, gdzie przeglądy są rzadsze niż w Polsce, odnotowały w 2025 roku 43 ofiary śmiertelne na milion mieszkańców, podczas gdy Polska — 45. Estonia z jeszcze starszym parkiem samochodowym (średnio 17,5 roku) i rzadszymi przeglądami zanotowała zaledwie 31 ofiar na milion.

Częstotliwość przeglądów a bezpieczeństwo — czy jest związek?

Dane europejskie sugerują, że zależność między częstotliwością obowiązkowych badań technicznych a poziomem bezpieczeństwa na drogach nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Kraje z łagodniejszymi harmonogramami przeglądów wcale nie notują gorszych statystyk wypadkowych.

Co więcej, pojawia się pytanie o jakość samych badań. Według danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów w 2025 roku jedynie 2 procent pojazdów badanych na polskich stacjach diagnostycznych nie przeszło obowiązkowej kontroli. W Niemczech analogiczny wskaźnik — według danych organizacji TÜV — wynosi ponad 20 procent. Ta dysproporcja może wskazywać, że problem leży nie tyle w częstotliwości badań, co w ich rzetelności.

Co z nowelizacją unijnej dyrektywy?

Parlament Europejski podczas posiedzenia 21 maja odrzucił propozycję zaostrzenia unijnych przepisów, która zakładała m.in. obowiązkowe coroczne badania dla wszystkich aut powyżej 10. roku życia. Bruksela pracuje jednak nad innymi zmianami — dokładniejszą kontrolą emisji spalin, możliwością przeprowadzenia przeglądu w innym kraju UE oraz sprawdzaniem systemów wspomagania kierowcy.

Niezależnie od kierunku, w jakim pójdą unijne regulacje, Polska nie zamierza łagodzić własnych wymogów. Kierowcy muszą więc liczyć się z tym, że wizyty na stacji kontroli pojazdów będą nadal częstsze i kosztowniejsze niż u większości europejskich sąsiadów.

Podsumowanie

Polskie przepisy dotyczące przeglądów technicznych są jednymi z najbardziej wymagających w UE — zarówno dla właścicieli nowych, jak i starszych aut. Ministerstwo Infrastruktury nie planuje żadnych zmian, argumentując potrzebą poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego. Jednak dane z innych krajów europejskich pokazują, że rzadsze przeglądy niekoniecznie przekładają się na więcej wypadków. Być może warto byłoby skupić się nie na częstotliwości kontroli, lecz na ich jakości i rzetelności.

Na podstawie: Autokult. Tekst opracowany redakcyjnie.